To już zaraz. Świecąca choinka, stół uginający się od potraw, śnieg za oknem i pierwsza gwiazdka. Śpiewanie kolęd, czerwone od zimna policzki na pasterce, liczne prezenty pod choinką. To nasze dziecięce wspomnienia świąt, które aż pachną na samą myśl. To takie wspomnienia świąt, które ogrzewają serce. To takie wspomnienia świąt, do których chcielibyśmy wrócić. Ale co jeśli teraz, kiedy jesteśmy już dorośli, jest zupełnie inaczej i nie tak bajkowo?
Kiedy na myśl o świętach w rodzinnym domu czujemy, że nasze ciało się lekko spina, zaczyna nas boleć głowa i brzuch? Albo kiedy jesteśmy zmęczeni codziennym życiem i nie mamy siły na sprzątanie, gotowanie i inne liczne obowiązki?
Przeczytaj także: jak oswoić stres?
Często chodzi też o coś zupełnie innego: o to, jak wyglądają rozmowy z rodziną. W domu rodzinnym czujemy się bardzo bezbronni, nieraz podświadomie ponownie wchodzimy w rolę dziecka, w której byliśmy 20, 30, 40 lat temu. I znowu czujemy się jak “ten, co ma słabe oceny i nie chce się uczyć”, “ta, co trzaska drzwiami i krzyczy”, “ten, co traci czas na książki”, “ta, co niezdarnie je i pije”. Być może to znacie i dotychczas takie wchodzenie na powrót w rolę dziecka hamowało Was przed mówieniem wprost, co jest dla Was okej a co nie w relacjach. Przyjrzyjmy się zatem temu, czym są granice psychologiczne i co jest pomocne w ich nazywaniu.
Takiemu małemu bezbronnemu dziecku w ciele dorosłego łatwo powiedzieć coś, co go dotknie, zrani, otworzy stare blizny. Zwykle nie wytrenowaliśmy tego, jak rozmawiać z rodzicami czy rodzeństwem z pozycji dorosłego i z łatwością wchodzimy w utarte schematy myślenia o sobie i reagowania. Odwołując się do Analizy Transakcyjnej, możemy zobaczyć, że funkcjonujemy w interakcjach z ludźmi w trzech stanach ego, czyli wyuczonych rolach, pozycjach. Mają one swój początek w dzieciństwie, w tym, jak wyglądały nasze relacje z dorosłymi. Często nieświadomie przyjmujemy którąś z pozycji:
Kiedy chcemy zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się przy naszych świątecznych stołach, warto odwołać się do tej teorii i sprawdzić, z jakiej pozycji coś mówię i z jakiej ktoś odpowiada. Często sytuacje konfliktowe są wywołane tym, że słyszymy coś innego niż kierowane do nas słowa – interpretujemy wypowiedź drugiego jako zagrażającą dla nas, bolesną i nieprzyjemną. Być może dzieje się tak, bo ktoś odezwał się jako Dorosły, a my kierowani przyzwyczajeniem usłyszeliśmy to jako wypowiedź Krytycznego Rodzica i zareagowaliśmy z pozycji Zbuntowanego Dziecka? Zobaczmy, jak to wygląda na przykładzie:
Bam, dobra atmosfera prysła. Zachęcam Was do tego, by zwracać uwagę na swoje samopoczucie podczas spotkań rodzinnych, by z większą świadomością wchodzić w interakcje i zatrzymywać te schematyczne reakcje. Jeśli w naszym dzieciństwie najczęściej rodzic zwracał się do nas surowym tonem, to prawdopodobnie będziemy szukać pretensji i ukrytej krytyki w każdej jego wypowiedzi. To może prowadzić nas do odpowiadania z pozycji Zbuntowanego Dziecka, które złości się, obraża i prycha.
U niektórych z nas częstszą będzie reakcja z pozycji Uległego Dziecka, które się wstydzi, chowa, myśli o sobie od razu źle i obwinia za to, jakie jest. Może być też tak, że naszych rodziców traktujemy jak dzieci i zwracamy się do nich z pozycji surowości, oceniając ich postępowanie, odwołując się do norm, tego, co wypada, a co nie. Ile razy zdarzało się Wam pouczać kogoś z rodziny, używać słów „bo ty zawsze / bo ty nigdy”, wpędzać w poczucie winy hasłami „nie można na ciebie liczyć!” lub dawać złote rady ze słodką miną? To nie jest przyjemne, zobaczyć, że i nas nie omija bycie trudnym dla naszych bliskich.
Najzdrowszym dla nas i naszego otoczenia stanem ego jest Dorosły. To taki sposób komunikowania się z innymi, który uznaje naszą i ich autonomię, jest rzeczowy, dojrzały emocjonalnie i stabilny. Aby móc z takiego miejsca wchodzić w interakcje, potrzebujemy to ćwiczyć i trenować. Wymaga to ciągłej refleksji i koncentracji na tym, co się dzieje tu i teraz, by nie wpaść w utarte schematy. Mi pomaga uziemianie, czyli głębsze oddechy i zatrzymanie się na tym, co teraz dzieje się w moim ciele, zauważenie tego, co mnie otacza, poczucie tego, na czym stoję. Chociażby krótka chwila takiej uważności przed wejściem na spotkanie rodzinne może nas wesprzeć w tym, co wydarzy się później. Oddech skupia nas na tym, co dla nas ważne, co czujemy. Pozwala wrócić do tego, co dla nas okej, a co nie. O taką bazową świadomość warto zadbać przed świętami.
Aby móc nazwać, co jest dla nas w porządku, a co nie, potrzebujemy najpierw sami to wiedzieć. Nieraz złościmy się, że ktoś przekracza nasze granice, ale nigdy wcześniej nie powiedzieliśmy, gdzie one są – nic więc dziwnego, że inni ich nie dostrzegają i wchodzą na nasz teren bez naszej zgody.
Czym te słynne granice są? Nie chodzi o mur i twarde linie, których nie można przekraczać w kontakcie. Granice psychologiczne są czymś, co bardziej czujemy niż widzimy – określają, jakie zachowania innych są dla nas okej, a jakie już nie. Pomagają nam stwierdzić, na co mamy zgodę w relacjach, a co już nie jest w porządku dla nas. To pewien rodzaj umowy z samą sobą: na co innym pozwalam, co mi przeszkadza, co mi utrudnia kontakt, co mi nie pasuje. Ich funkcją jest ochrona naszej integralności i bezpieczeństwa: fizycznego, psychicznego i emocjonalnego. W społeczeństwie mamy do czynienia z granicami, które dla większości z nas będą jasne: to, jak blisko drugiego możemy podejść regulują normy kulturowe (np. we Włoszech będzie to mniejsza odległość niż w Chinach). Wiadomo, że kradzież, przemoc fizyczna, przywłaszczenie sobie cudzej własności, nadużycie seksualne czy wyzywanie drugiej osoby to przekroczenie granic. Ale co w sytuacjach bardziej subtelnych?
Na początek zachęcam Was do zastanowienia się, jakie sytuacje z ostatniego miesiąca wywołały w Was dyskomfort. Zapiszcie przy każdej z nich odpowiedzi na te pytania:
Odpowiadając sobie na te pytania, zyskujemy wiedzę o naszych granicach i łatwiej będzie nam je nazwać. Może nie mamy zgody na mówienie do nas zdrobnieniami w sytuacjach biznesowych („Kasieńko, zrób mi raport na jutro” rzucone przez szefa może nas irytować, a przełożony nawet nie wie, że nieświadomie umniejsza naszym kompetencjom). Może ta analiza pokaże, że pytania o nasze macierzyństwo są dla nas zbyt trudne i nie chcemy o tym rozmawiać z konkretnymi osobami. Może odkryjemy, że o przekroczonych granicach zwykle informuje nas napięcie w barkach, bo przyjmujemy nieświadomie postawę gotowości do ataku. A może to ćwiczenie uświadomi nam, że niektóre relacje zwyczajnie na ten moment życia nie są dla nas komfortowe i potrzebujemy rozluźnić kontakty?
W nazywaniu swoich granic nie chodzi o stawianie murów, ale o spokojne informowanie świata, że nie czujemy się bezpiecznie w konkretnych warunkach. To wiadomość także dla nas, o co potrzebujemy zadbać same dla siebie, by czuć się okej i nie zorientować się nagle, że nie mamy siły na to, co dla nas naprawdę ważne.
Kiedy już wejdziemy na spotkanie świąteczne z rodziną, mamy kontakt z Dorosłym w nas, wiemy, na co nie ma w nas zgody w kontakcie z drugą osobą, to co konkretnie możemy zrobić w sytuacji, która nie jest dla nas w porządku? Jak reagować na trudne i niestosowne pytania? Jak się komunikować, gdy podczas składania życzeń słyszymy bolesne słowa? Co odpowiadać, żeby zadbać o siebie? Jak na nowo poczuć się sprawczym dorosłym? Podam Wam kilka przykładów.
„Doceniam, że się o mnie troszczysz. Jest mi przykro, kiedy sugerujesz, że moje ciało nie jest takie, jak uważasz, że powinno być. Najważniejsze, żebym ja czuła się w nim dobrze”. Możemy także odwołać się do tego, że ktoś nie zna całej historii i to temat, na który nie chcemy rozmawiać.
„Wiesz ciociu, uważam, że to pytanie jest nie na miejscu. To sprawa między mną a moim partnerem i to my zdecydujemy, czy i kiedy będziemy mieć kolejne dziecko. Nie potrzebujemy ponaglania”. Jeśli starczy nam sił, możemy obrócić to pytanie w żart i spytać, czy ktoś chce zostać nianią tego pierwszego dziecka, byśmy miały czas i siły na kolejną ciążę
„Tato, znasz nasze zasady. Nie ma dotykania dziecka po jakiejkolwiek ilości alkoholu. Naruszyłeś je, więc dzisiaj nie będziesz trzymał wnuka na kolanach” . Prawdopodobnie po takiej odmowie usłyszysz nieprzyjemne słowa, pamiętaj jednak, że to nie Ty złamałaś zasady. To Twoje dziecko i póki jest małe, jesteś odpowiedzialna za jego ochronę i obronę jego granic, także tych cielesnych.
„Wiesz, jestem tu z Wami i chcę czuć się przyjęta niezależnie od tego, jaki mam nastrój. Umówmy się, że nie będę się do niczego zmuszać, okej?” Być może rodzina nie wie, że spadek nastroju towarzyszy Ci od kilku miesięcy i być może sięgnęłaś już po wsparcie psychiatry i psychoterapeuty. To Ty decydujesz, komu i kiedy o tym powiesz. W tym przykładzie ważne będzie powiedzenie, że potrzebujesz akceptacji ze strony bliskich i czucia się z nimi swobodnie. Jest nadzieja, że to usłyszą.
„Dziękuję tato i doceniam, że się troszczysz o moje zdrowie. Jak wiesz, bardzo lubię moją pracę i dopóki tak będzie, nie zamierzam nic zmieniać. Może chcesz wiedzieć więcej, czym się zajmuję, chętnie Ci opowiem”. Często czyjeś przykre dla nas komentarze i oceny wynikają z niewiedzy i lęku przed nieznanym. Sprawdź, czy i w takich przypadkach nie wystarczy opowiedzieć, co robisz i jak wygląda Twoja praca, by uspokoić fantazje bliskich.
„Mamo, jeśli będę chciała o tym porozmawiać, to sama Ci powiem, dobrze? Proszę, uszanuj moją prywatność i decyzje związane z potomstwem”. Być może rodzice wchodzą na grząski grunt z dobrymi intencjami. Nie wiedzą, o co chodzi, że jesteście kilka lat po ślubie, a nadal bez dzieci. Nie wiedzą, że co miesiąc płaczesz w poduszkę, ile razy już traciłaś nadzieję. Nie podejrzewają, że straciłaś kilkoro dzieci… A może nie wiedzą, że borykasz się z chorobami, które nie dają Ci na razie szans na macierzyństwo. Pamiętaj, że oni nie znają Twojej historii i nie musisz się nią dzielić. Wystarczy zaznaczyć, że nie chcesz o czymś rozmawiać i że to trudny temat. Jeśli prośba nie pomaga, przeczytaj kolejny akapit.
Najważniejsze w nazywaniu swoich granic jest to, by dać sobie do nich prawo. Możesz o czymś nie mówić, możesz czegoś nie chcieć, możesz nie mieć na coś ochoty. To jest w porządku i Ty też jesteś w porządku. Kiedy jednak druga strona mimo Twojej asertywnej odmowy nadal naciska lub sięga po przykre oceny, możesz odwołać się do tzw. sankcji. Powtórz informację o tym, na jakie zachowanie się nie zgadzasz, dodając informację o sankcji – co się stanie, jeśli druga osoba będzie kontynuować to, co robi. Jeżeli nadal nie przestaje, wykonaj to, co zapowiedziałaś. Sankcją może być np. zapowiedź, że jeśli nie przestaniesz mówić do mnie w ten sposób, wyjdę ze spotkania, mimo że to Wigilia. Ostatecznością jest to, że wstajesz i wychodzisz, czyli robisz to, co wskazałaś. Koniecznie przy tym oddychaj, bo ten krok wymaga wielkiej odwagi i zaufania bardziej sobie niż opiniom innym.
Mam nadzieję, że te trzy kroki: samoświadomość, granice i komunikacja przybliżą Cię do takich świąt, jakie chcesz przeżyć. Wiem, że nieraz docieranie do tych miejsc w nas, które są bolesne, jest wymagającym procesem. A nazywanie swoich granic bywa wyczerpujące. Warto wtedy postawić po drugiej stronie szali Twój dyskomfort, złość i rozczarowanie, które pojawia się, kiedy nie zaznaczasz innym, gdzie już nie mogą wejść lub które ich słowa Cię ranią. Szczególnie jeśli w Twoim życiu nie wszystko idzie tak, jak chciałaś, mierzysz się ze stratą lub poczuciem niewystarczalności; to zachowania rodziny mogą tym bardziej przypominać o tym, co trudne.
Mam nadzieję, że ten krótki tekst dodał Ci nieco odwagi i pokazał, o co warto zadbać, kiedy chcemy nauczyć się stawiać granice. Trzymam za Ciebie kciuki w najbliższych dniach!